http://ciekawe.onet.pl/pies/amstaff-pies-morderca,3,5318132,artykul.html
Amstaff – pies morderca?
29 lis 12, 10:29
/
Onet
Pamiętam jak kiedyś znajoma opowiadała mi historię, w którą
ciężko było uwierzyć. Jej rodzice kupili psa tej rasy. Pewnego dnia
uciekł z posesji i zaatakował krowę zagryzając ją na śmierć. Oczywiście
po tym wydarzeniu za krowę trzeba było zapłacić, a psa na stałe uwiązać
na łańcuchu.
Teraz zastanawiając się nad historią amstafów (dokładnie amerykański
staffordshire terier), można pomyśleć: to w końcu rasa morderców
wywodzących się od angielskich psów szkolonych do walk z bykami i innymi
psami. W Wielkiej Brytanii prawo na pewno reprezentuje takie myślenie,
ponieważ zakazuje ich posiadania i wwożenia na teren kraju. We Francji w
ramach pewnej kontroli, właściciele muszą zadeklarować ich posiadanie w
merostwie miejsca zamieszkania. W polskich mediach co jakiś czas słyszy
się o agresywności amstaffów i atakach na ludzi, ale rasa ta faktycznie
nie znajduje się na oficjalnej krajowej liście psów agresywnych. Jak to
z nimi jest, to kochane pieski czy urodzeni zabójcy?
Potomek zabójców
Istnieje kilka wersji historii pochodzenia amstaffów. Powód jest prosty. Hodowcy psów przeznaczonych do walk, strzegli "receptury" na odpowiednią krzyżówkę, dlatego nie do końca wiadomo, jak to przebiegało. Na pewno wiadomo, że walki psów związanych z tą rasą mają długą i bogatą tradycję. Wywodzą się z Anglii, gdzie w XIV wieku walki zostały oficjalnie uznane za "zabawę ludową". Psy walczyły ze zwierzętami dużo od siebie większymi, takimi jak byki i niedźwiedzie. Podobno zdarzały się też pojedynki z wilkami i lwami. Musiały więc to być psy silne, szybkie, wytrzymałe i sprytne. Ówcześni hodowcy do tych celów, z najlepszym skutkiem, krzyżowali prawdopodobnie buldogi z terierami.
Ale przecież nie jest to "angielski" tylko amerykański staffordshire terier. Jak udało mu się "przepłynąć" przez ocean? Oczywiście razem z angielskimi robotnikami, którzy w XIX wieku emigrowali do Stanów Zjednoczonych. Tam ich rola była początkowo typowo obronna. Pilnowały domów i farm odstraszając dzikie zwierzęta oraz tępiąc szkodniki. Kiedy w Anglii walki psów zostały już oficjalnie zakazane (w 1835 roku), w USA tradycja ta dopiero się rodziła. W Stanach Zjednoczonych zakazano ich na przełomie XIX i XX wieku (co nie znaczy, że ten proceder dalej nie miał miejsca). Po tym wydarzeniu grupa hodowców postanowiła odciąć się od krwawej tradycji. Dzięki temu w 1936 roku oficjalnie uznano rasę staffordshire terrier i zatwierdzono jej standard przez tamtejszy związek kynologiczny. W 1972 roku, dla jasności, do nazwy dodano słowo "amerykański".Psy, w których się zakochasz
"To najwspanialsze psy na świecie! To prawda, że potrafią być agresywne. Agresywne do innych zwierząt, do innych dużych samców, ale nie do człowieka. Rasa faktycznie była tworzona do walk z innymi psami. Psami, nie ludźmi! Człowiek był istotą nietykalną. Rozdzielał je podczas walk. Te osobniki, które okazywały agresję do ludzi, były usuwane z hodowli. Ale wiadomo, ludzie są różni, idiotów - którzy kupują takiego psa by sobie coś przedłużyć - nie brakuje" – opowiada Pan Sebastian ze Szczecina, wielki sympatyk tej rasy, który hodowlą amstaffów zajmuje się od 4 lat. Skąd zainteresowanie tymi psami? Zwyczajnie: "Byliśmy z żoną nad morzem u znajomych, którzy mieli sukę tej rasy. Mówili, ostrzegali, że jest raczej nie ufna, a ona przyszła do nas i położyła się przy naszych nogach". Od tamtej pory nie było mowy o posiadaniu innego psa.
Czy istnieją rasy agresywne?
W Polsce funkcjonuje wspomniany już wykaz psów agresywnych. Wiąże się to z tym, że prowadzenie hodowli lub utrzymywanie psa danej rasy uznawanej za agresywną wymaga specjalnego zezwolenia. Znajdują się na niej: amerykański pit bull terier, dog z Majorki, buldog amerykański, dog argentyński, pies kanaryjski, tosa inu, rottweiler, akbash dog, anatolian karabash, moskiewski stróżujący i owczarek kaukaski. Amstaffa na tej liście nie ma. Prawdopodobnie przez zamieszanie związane z nazewnictwem i organizacjami kynologicznymi. Lista i tak nie opiera się na żadnych badaniach naukowych i w zasadzie jest mocno arbitralna. Bo też żadnych badań dowodzących istnienia ras, które są z natury bardziej agresywne od innych, nie ma. Wręcz przeciwnie. Jedno z najobszerniejszych badań przeprowadzonych w Wyższej Szkole Weterynarii w Hanowerze, nie wykazało większych różnic pomiędzy poziomem agresji u psów tzw. bojowych i tych, które nie są do nich zaliczane.
Amstaffy do Polski sprowadzono na przełomie lat 80 i 90 ubiegłego wieku. Od tego czasu wśród hodowców wyrobiły sobie renomę rasy posłusznej i rodzinnej. "Te psy lubią dzieci. Dobrze się nimi socjalizują. Ale wiadomo, to jest duże zwierzę. Mój samiec jest mało delikatny. Nie to, że ugryzie, ale może nadepnąć, zrobić krzywdę niechcący. Z suką jest inaczej. Ona jest delikatniejsza". Pan Sebastian podkreśla, że są to psy, które nie atakują. Raczej bronią się w sytuacji zagrożenia. Nie rzucają się na mniejsze rasy. Lubią zabawę. "Ale to prawda, że ludzie się ich boją. Przyznaję, czasami ma to plusy. Kiedyś moja żona (a jest raczej niewielkiej postury) szła wieczorem z psem. Naprzeciwko niej była jakaś głośna banda. Kiedy zobaczyli psa, zeszli jej z drogi".
Dlaczego boimy się tych psów? Jeżeli słyszymy w mediach o wypadku związanym z atakiem agresywnego psa, to łatwo przyczepiamy całej rasie łatkę. Jednak w takich sytuacjach winę najczęściej ponosi człowiek – właściciel. Tak było na przykład nie tak dawno w Rudzie Śląskiej, gdzie spuszczony ze smyczy (bez kagańca) amstaff zaatakował i rozszarpał mniejszego psa na oczach dziewczynki, która nie była w stanie go obronić i sama została podrapana. "Nasze społeczeństwo jest ogólnie mało otwarte i ludzie wierzą we wszelkie stereotypy. Dwa lata temu przeprowadziliśmy się do centrum miasta. Budynek wielorodzinny. Sąsiedzi na początku bali się i mijali ze strachem. Po czasie zobaczyli, że mają do czynienia z normalnymi ludźmi. Dzisiaj potrafią podejść nawet z dziećmi i psa pogłaskać". Pan Sebastian poświęca swoim psom dużo czasu i uwagi. Sprawia mu to po prostu dużą przyjemność. Jeździ z nimi na wystawy po całej Europie. Na pytanie, czy są niebezpieczne, odpowiada, że w nieodpowiednich rękach wszystko może stać się groźne. "To są psy, które potrzebują dużo ruchu. Trzeba się świadomie decydować. Z każdego psa można zrobić idiotę, obojętnie czy to duży amstaff, czy mały york. Sądzić psa po wyglądzie, to tak jak oceniać dobrze zbudowanych ludzi chodzących na siłownię. Niektórzy chcą się zwyczajnie tam wyżyć i poćwiczyć".
Mody i pseudohodowle
"Nie ma nic gorszego niż moda na jakąś rasę. Na amstaffy największa była jakieś 10 lat temu, dlatego dużo psów trafiło potem do schronisk. Mody na dane rasy tworzą też tzw. pseudohodowle. Wie pan co to jest? To te rzekomo psy rasowe, ale bez rodowodów. Nie ma selekcji. Ktoś kupuje sukę i stara się z niej wycisnąć ile tylko się da, sprzedając szczeniaki po 200 złotych". Według Pana Sebastiana jest to zjawisko, które najbardziej dotyka prawdziwych entuzjastów i psuje rasę. W hodowlach istnieje obostrzenie, że w ciągu roku na jedną sukę może przypadać tylko jeden miot. Pseudohodowle to natomiast masowa wylęgarnia, w której psa wytwarza się hurtowo i najniższym kosztem. Suki często są niedożywione (ciąża to po prostu wielkie obciążenie dla organizmu zwierzęcia), nieleczone, kryte podczas każdej cieczki. Ktoś kto kupuje psa pod wpływem mody, łatwo jest w stanie go porzucić. Wystarczy kilka informacji w mediach na temat jakiegoś konkretnego ataku i rusza lawina psów trafiających do schronisk. Tam również stwarza to problem, bo zwykle amstaffy trzeba izolować od innych ras. Zdarza się, że nawet od siebie nawzajem. Przez największe schroniska w ciągu roku może przewinąć się nawet kilkadziesiąt takich zwierząt.
Potomek zabójców
Istnieje kilka wersji historii pochodzenia amstaffów. Powód jest prosty. Hodowcy psów przeznaczonych do walk, strzegli "receptury" na odpowiednią krzyżówkę, dlatego nie do końca wiadomo, jak to przebiegało. Na pewno wiadomo, że walki psów związanych z tą rasą mają długą i bogatą tradycję. Wywodzą się z Anglii, gdzie w XIV wieku walki zostały oficjalnie uznane za "zabawę ludową". Psy walczyły ze zwierzętami dużo od siebie większymi, takimi jak byki i niedźwiedzie. Podobno zdarzały się też pojedynki z wilkami i lwami. Musiały więc to być psy silne, szybkie, wytrzymałe i sprytne. Ówcześni hodowcy do tych celów, z najlepszym skutkiem, krzyżowali prawdopodobnie buldogi z terierami.
Ale przecież nie jest to "angielski" tylko amerykański staffordshire terier. Jak udało mu się "przepłynąć" przez ocean? Oczywiście razem z angielskimi robotnikami, którzy w XIX wieku emigrowali do Stanów Zjednoczonych. Tam ich rola była początkowo typowo obronna. Pilnowały domów i farm odstraszając dzikie zwierzęta oraz tępiąc szkodniki. Kiedy w Anglii walki psów zostały już oficjalnie zakazane (w 1835 roku), w USA tradycja ta dopiero się rodziła. W Stanach Zjednoczonych zakazano ich na przełomie XIX i XX wieku (co nie znaczy, że ten proceder dalej nie miał miejsca). Po tym wydarzeniu grupa hodowców postanowiła odciąć się od krwawej tradycji. Dzięki temu w 1936 roku oficjalnie uznano rasę staffordshire terrier i zatwierdzono jej standard przez tamtejszy związek kynologiczny. W 1972 roku, dla jasności, do nazwy dodano słowo "amerykański".Psy, w których się zakochasz
"To najwspanialsze psy na świecie! To prawda, że potrafią być agresywne. Agresywne do innych zwierząt, do innych dużych samców, ale nie do człowieka. Rasa faktycznie była tworzona do walk z innymi psami. Psami, nie ludźmi! Człowiek był istotą nietykalną. Rozdzielał je podczas walk. Te osobniki, które okazywały agresję do ludzi, były usuwane z hodowli. Ale wiadomo, ludzie są różni, idiotów - którzy kupują takiego psa by sobie coś przedłużyć - nie brakuje" – opowiada Pan Sebastian ze Szczecina, wielki sympatyk tej rasy, który hodowlą amstaffów zajmuje się od 4 lat. Skąd zainteresowanie tymi psami? Zwyczajnie: "Byliśmy z żoną nad morzem u znajomych, którzy mieli sukę tej rasy. Mówili, ostrzegali, że jest raczej nie ufna, a ona przyszła do nas i położyła się przy naszych nogach". Od tamtej pory nie było mowy o posiadaniu innego psa.
Czy istnieją rasy agresywne?
W Polsce funkcjonuje wspomniany już wykaz psów agresywnych. Wiąże się to z tym, że prowadzenie hodowli lub utrzymywanie psa danej rasy uznawanej za agresywną wymaga specjalnego zezwolenia. Znajdują się na niej: amerykański pit bull terier, dog z Majorki, buldog amerykański, dog argentyński, pies kanaryjski, tosa inu, rottweiler, akbash dog, anatolian karabash, moskiewski stróżujący i owczarek kaukaski. Amstaffa na tej liście nie ma. Prawdopodobnie przez zamieszanie związane z nazewnictwem i organizacjami kynologicznymi. Lista i tak nie opiera się na żadnych badaniach naukowych i w zasadzie jest mocno arbitralna. Bo też żadnych badań dowodzących istnienia ras, które są z natury bardziej agresywne od innych, nie ma. Wręcz przeciwnie. Jedno z najobszerniejszych badań przeprowadzonych w Wyższej Szkole Weterynarii w Hanowerze, nie wykazało większych różnic pomiędzy poziomem agresji u psów tzw. bojowych i tych, które nie są do nich zaliczane.
Amstaffy do Polski sprowadzono na przełomie lat 80 i 90 ubiegłego wieku. Od tego czasu wśród hodowców wyrobiły sobie renomę rasy posłusznej i rodzinnej. "Te psy lubią dzieci. Dobrze się nimi socjalizują. Ale wiadomo, to jest duże zwierzę. Mój samiec jest mało delikatny. Nie to, że ugryzie, ale może nadepnąć, zrobić krzywdę niechcący. Z suką jest inaczej. Ona jest delikatniejsza". Pan Sebastian podkreśla, że są to psy, które nie atakują. Raczej bronią się w sytuacji zagrożenia. Nie rzucają się na mniejsze rasy. Lubią zabawę. "Ale to prawda, że ludzie się ich boją. Przyznaję, czasami ma to plusy. Kiedyś moja żona (a jest raczej niewielkiej postury) szła wieczorem z psem. Naprzeciwko niej była jakaś głośna banda. Kiedy zobaczyli psa, zeszli jej z drogi".
Dlaczego boimy się tych psów? Jeżeli słyszymy w mediach o wypadku związanym z atakiem agresywnego psa, to łatwo przyczepiamy całej rasie łatkę. Jednak w takich sytuacjach winę najczęściej ponosi człowiek – właściciel. Tak było na przykład nie tak dawno w Rudzie Śląskiej, gdzie spuszczony ze smyczy (bez kagańca) amstaff zaatakował i rozszarpał mniejszego psa na oczach dziewczynki, która nie była w stanie go obronić i sama została podrapana. "Nasze społeczeństwo jest ogólnie mało otwarte i ludzie wierzą we wszelkie stereotypy. Dwa lata temu przeprowadziliśmy się do centrum miasta. Budynek wielorodzinny. Sąsiedzi na początku bali się i mijali ze strachem. Po czasie zobaczyli, że mają do czynienia z normalnymi ludźmi. Dzisiaj potrafią podejść nawet z dziećmi i psa pogłaskać". Pan Sebastian poświęca swoim psom dużo czasu i uwagi. Sprawia mu to po prostu dużą przyjemność. Jeździ z nimi na wystawy po całej Europie. Na pytanie, czy są niebezpieczne, odpowiada, że w nieodpowiednich rękach wszystko może stać się groźne. "To są psy, które potrzebują dużo ruchu. Trzeba się świadomie decydować. Z każdego psa można zrobić idiotę, obojętnie czy to duży amstaff, czy mały york. Sądzić psa po wyglądzie, to tak jak oceniać dobrze zbudowanych ludzi chodzących na siłownię. Niektórzy chcą się zwyczajnie tam wyżyć i poćwiczyć".
Mody i pseudohodowle
"Nie ma nic gorszego niż moda na jakąś rasę. Na amstaffy największa była jakieś 10 lat temu, dlatego dużo psów trafiło potem do schronisk. Mody na dane rasy tworzą też tzw. pseudohodowle. Wie pan co to jest? To te rzekomo psy rasowe, ale bez rodowodów. Nie ma selekcji. Ktoś kupuje sukę i stara się z niej wycisnąć ile tylko się da, sprzedając szczeniaki po 200 złotych". Według Pana Sebastiana jest to zjawisko, które najbardziej dotyka prawdziwych entuzjastów i psuje rasę. W hodowlach istnieje obostrzenie, że w ciągu roku na jedną sukę może przypadać tylko jeden miot. Pseudohodowle to natomiast masowa wylęgarnia, w której psa wytwarza się hurtowo i najniższym kosztem. Suki często są niedożywione (ciąża to po prostu wielkie obciążenie dla organizmu zwierzęcia), nieleczone, kryte podczas każdej cieczki. Ktoś kto kupuje psa pod wpływem mody, łatwo jest w stanie go porzucić. Wystarczy kilka informacji w mediach na temat jakiegoś konkretnego ataku i rusza lawina psów trafiających do schronisk. Tam również stwarza to problem, bo zwykle amstaffy trzeba izolować od innych ras. Zdarza się, że nawet od siebie nawzajem. Przez największe schroniska w ciągu roku może przewinąć się nawet kilkadziesiąt takich zwierząt.
Autor:
Rafał Karol Wójcicki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz